teksty o mnie   


                   
<< powrót




  
Cechą charakterystyczną prac Piotra jest swoista graficzność i antymalarskość. Pisze o tym: „wiem, że to paradoksalne malować wbrew malarstwu, wbrew temu co potocznie uznane w malarstwie za istotne – to metoda rzec by można samobójcza dla malarza
i malarstwa, na pierwszy rzut oka /… /”. Ma na myśli kolor / mocno ograniczony w jego pracach / , ma na myśli koherentność formalną prac / ciągle podważaną poprzez korzystanie z niemalarskich materiałów i obcych malarzom narzędzi, sięganie po nietypowe podobrazia /, ma na myśli przekraczanie dwuwymiarowej płaszczyzny obrazu /struktury reliefowe, multiplikowanie modułów /. Natomiast nie ma wątpliwości, że jest malarzem .

(…) Wszelkie analogie z abstrakcją geometryczną , konstruktywistami, podobnie jak abstrakcją liryczną, malarstwem materii są po trosze zasadne. Piotr wcale nie odżegnuje się od tradycji . Mówi: „proces ten zawsze odbywa się w odniesieniu do form istniejących – stanowiących dziedzictwo kulturowe. Jest ciągłym wysiłkiem konstruowania systemu porządkującego
i hierarchizującego zastaną przestrzeń”.
Koegzystencja symbolicznych znaków i figur geometrycznych jak kwadrat czy trójkąt, głęboko zakotwiczonych w tradycji, mających archetypiczne konotacje, z biologicznymi materiami i śladami, które pozostawia ręka autora kierowana przypadkiem i intuicją, wyznacza osobisty, niepowtarzalny klimat prac, a jednocześnie umożliwia ich odczytanie.

(…) Piotr przedstawia kompozycje, które nazywa obrazami, a które są najmniej obrazami / w tradycyjnym rozumieniu tego słowa / z tych, które do tej pory zbudował. Bo czy obraz można namalować ołówkiem, dłutem, aparatem fotograficznym? Zapewne można, ale nie to jest najważniejsze, szczególnie w wypadku artysty poruszającego się pomiędzy dyscyplinami. Zastanawia programowa graficzność, programowa rysunkowość całości.
Właśnie czy mamy do czynienia z całością?
Cykl obrazów / trzymajmy się tej terminologii / nie jest spójny formalnie. Rozbicie spójności, a właściwie nie zabieganie o spójność prac , przez artystę tak racjonalnego jak Piotr, nie może być przypadkowe, tak jak przypadkowe nie są narzędzia, formaty płócien czy desek, brak koloru. To wszystko znaczy. (…) Narzucając sobie szereg ograniczeń sięga po autorskie technologie, które sprawiają, że praca zamienia się w medytację. Mozolne, związane z ogromną ilością czasu i trudu, nacinanie dłutem przygotowanych wcześniej podobrazi przypomina pracę średniowiecznych mnichów zamkniętych w murach klasztorów przy przepisywaniu świętych ksiąg. Jednostajne powtarzanie ołówkiem falującej linii jest jak powtarzanie mantry. Przy tym lekkość formy nie zdradza włożonego weń wysiłku.
„… to ma w sobie coś z cyrku; widzowie nie domyślają się nawet, ile trudu włożono w przygotowanie najswobodniejszej akrobacji” – pisał Gielniak w liście.
(…) Obrazy – pejzaże pustynne, „pejzaże psychologiczne” – jak nazywa je autor, mają powierzchnię lekko poruszonej tafli wody
z migocącymi refleksami promieni słońca lub wzburzonej skłębionymi grzywami fal. Woda jako antyteza posuchy pustyni, 
„… związana z narodzinami i fizyczną płodnością, przeciwstawia się wiecznotrwałości ducha” – czy to właściwy trop? Autor nie ułatwia odczytania swoich prac. (…) Zobowiązuje oglądającego jego prace do wysiłku, ale jednocześnie musi liczyć  się z tym, że widz podąży zupełnie innym tropem interpretacyjnym.
 


                                                                              prof. Zbigniew Bajek
                         fragmenty recenzji pracy doktorskiej Piotra Korzeniowskiego
                                                                    
tekst publikowany w katalogu indywidualnej wystawy malarstwa 
"osobista pustynia" w Galerii Pod Rejentem (kwiecień/maj 2007) ISBN
978-83-87651-09-1